Honbu Tsunami Renmei
-strona główna

Artykuł o przesadnej komercjalizacji klasztoru Shaolin: "Opat sprawdza się w biznesie"


  

Artykuł o przesadnej komercjalizacji klasztoru Shaolin:

"Opat sprawdza się w biznesie
Mityczny klasztor Shaolin staje się maszynką do robienia pieniędzy"
w gazecie "Dziennik Gazeta Prawna" z 24-27 grudnia 2009 roku

 

 

 Shaolin

 W gazecie "Dziennik Gazeta Prawna"

z 24-27 grudnia 2009 roku ukazał się artykuł pt.
"Opat sprawdza się w biznesie
Mityczny klasztor Shaolin

staje się maszynką do robienia pieniędzy".

 

Przedstawia on postępującą komercjalizację

słynnego klasztoru Shaolin.

   

   Shaolin (chiń. 'młody las') to nazwa buddyskiego klasztoru leżącego w środkowej części Chin, w prowincji Henan, na południe od rzeki Huanghe.


   Powszechnie uważany jest za kolebkę sztuki walki wręcz bez broni. W 521 roku n.e. osiadł w nim jako przeor przybyły z Indii patriarcha buddyjski Bodhidharma (jap. Bodai Daruma), który wprowadził ćwiczenia sztuki walki wręcz do praktyk przebywających tu mnichów buddyjskich.


   W ChRL (Chińskiej Republice Ludowej) powrócono do tradycji uprawiania w tym klasztorze sztuki walki, ale głównie pod kątem turystyki i komercji.


   Od szeregu lat klasztor Shaolin jest krytykowany za tę komercję.


   Przywołany artykuł trafnie przedstawia ostatnie przejawy tej przesadnej komercjalizacji.

 

   Autorem tego artykułu jest Michał Potocki, przy współpracy Karoliny Kupińskiej

   

Dziennik Gazeta Prawna

 

"Dziennik Gazeta Prawna" jest czasopismem INFOR, wydawanym w Warszawie. Koncentruje się

na przedstawianiu zagadnień z trzech dziedzin: Prawo, Biznes, Polityka. Prezentuje wysoki poziom merytoryczny. W podstawowej edycji ma 18 stron, nie licząc dodatków, jak "Kultura" czy "TV"

(Program telewizyjny). Redaktorem naczelnym tego czasopsima jest Michał Kobosko.

 

Artykuł: 

  "Opat sprawdza się w biznesie"

 

   Czasopismo: gazeta "Dziennik Gazeta Prawna" nr 251 (2627).

   Data wydania: 24-27 grudnia 2009 roku.  

   Miejsce wydania: Warszawa.

   Liczba fotografii: 1.
   Charakter artykułu: informacje bieżące.

  

Oto treść tego artykułu:

 

Opat sprawdza się w biznesie
 

Mityczny klasztor Shaolin staje się maszynką do robienia pieniędzy

 

Michał Potocki

 

Tu nie chodzi o walkę, tu chodzi o równowagę. Tu nie chodzi o oświecenie, tu chodzi o równowagę. Tu nie chodzi o równowagę...' - brzmi jedno z haseł mnichów z prowincji Henan. Zagmatwane?

 

   Wielu ludzi spoza Shaolin podsumowuje: Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Budowa luksusowych hoteli, wynajmowanie mnichów na pokazy, własna strona aukcyjna w internecie i zastrzeżenie marki Shaolin – to kolejne kroki na drodze do komercjalizacji klasztoru, w którym przez setki lat kontemplowano nauki Buddy i rozwijano kung-fu. Choć niedawne informacje o wejściu Shaolin na giełdę zostały zdementowane, znakomicie wpisują się w politykę władz sławnego monasteru.

 

Opat z dyplomem MBA


'Shaolin należy do całego narodu i nikt nie może w pojedynkę decydować o jego losie. Zaś zarabianie pieniędzy na klasztorze jest sprzeniewierzeniem się buddyjskiej tradycji, która za nim stoi' – grzmiał na łamach Tianjin Ribao znany publicysta Zhou Fankai. Co go tak rozwścieczyło?


   11 grudnia media podały wiadomość, że mnisi szykują się do emisji akcji o wartości 1 mld juanów (430 mln zł). W tym celu miasto Denfeng, gdzie mieści się klasztor, miało otworzyć spółkę joint venture z zarejestrowaną w Hongkongu turystyczną agencją China Travel Service. Ratusz miał wnieść do spółki zyski ze sprzedaży biletów. A to niebagatelna suma, bo rocznie zespół klasztorny odwiedzają 2 mln turystów, którzy zostawiają tu 150 mln juanów (65 mln zł) za same tylko bilety. Emisja akcji miała zostać przeprowadzona w 2011 roku.

 

   - Shaolin jest świątynią; jak może wejść na rynek? - pytał urzędnik z ratusza w 630-tysięcznym Denfeng, zaś jego burmistrz przekonywał, że choć spółka powstanie, to jednak w jej skład nie wejdą zabudowania klasztorne. W myśl chińskiego prawa organizacje zajmujące się ochroną zabytków nie mogą się zajmować działalnością gospodarczą. Media zwęszyły szwindel. Pojawiły się podejrzenia, że ktoś chce w ten sposób wyprowadzić z Shaolin duże pieniądze.

 

   Niewykluczone zresztą, że z całą sprawą ma coś współnego przeor Shaolin Shi Yongxin. Zgadzałoby się to z ogólną linią mnicha, szeroko krytykowanego za zbyt biznesowe podejście do powierzonej mu funkcji. Shi, który przez dekadę sprawowania funkcji dorobił się przezwiska 'mnisi menedżer', położył fundament pod Shaolin-przedsiębiorstwo.

 

   Było to zresztą do przewidzenia. Shi – który jako pierwszy mnich zza Wieklkiego Muru zdobył dyplom MBA – jest łasy na rozmaite funkcje. Poza byciem przeorem zasiadał już w komunistycznym parlamencie, jest szefem lojalnego wobec władz stowarzyszenia buddystów prowincji Henan i wiceprzewodniczącym podobnego stowarzyszenia, tyle że na szczeblu krajowym. Lubi też drogie prezenty. W 2006 roku za 'wkład w rozwój turystyki' przyjął od lokalnych urzędników wartego milion juanów (430 tys. zł) volksvagena touarega 4x4. W tym roku jego szafa wzbogaciła się też o specjalną sztę ze złotej nici wartej 50 tys. juanów (20 tys. zł).


   - Po co ascetycznej świątyni tak luksusowy prezent? - zastanawiał się jeden z mieszkańców prowincji. Poparło go 90 proc. respondentów, którzy wyrazili swoje zdanie w internetowej sondzie na witrynie hongkońskiej telewizji Fenghuang.


   - Komercjalizacja to ścieżka prowadząca do prawdy czan (bardziej znanej pod japońskim terminem zen). Mam wizję, że Shaolin staje się źródłem konsolidacji, pewności i mądrości narodu chińskiego – mówił 44-letni mnich na łamach Renmin Ribao.


   Konsolidację, pewność i mądrość można zyskać choćby dzięki sygnowanym znakiem Shaolin przedmiotom na otwartej przez klasztor podstronie na popularnym w Chinach portalu aukcyjnym Tao-bao.com. Choć – jak pisze Daily Telegraph – nie da się tam kupić sekretu nieśmiertelności, ale trzytomowe dzieło o tajnikach kung-fu i medycyny tradycyjnej za jedyne 10 tys. juanów (4,3 tys. zł) – jak najbardziej. Handel nie dotyczy zresztą wyłącznie przedmiotów. Można sobie bowiem kupić... samą markę Shaolin.


   Rok temu klasztor zdecydował się na przejecie na zasadzie franszyzy czterech innych klasztorów na 20 lat i obsadzenie 'kolonii' własnymi mnichami. Pierwszych dwudziestu praktyków kung-fu pojechało do światyń na wilgotnym i gorącym pograniczu z Birmą, Laosem i Wietnamem niemal natychmiast po zawarciu kontrataku przez przedsiębiorczego opata.


   - Ten ruch zwiększy wpływy Shaolin oraz integrację czan ze sztukami walki – tłumaczył rzecznik klasztoru. W zamian za to, że mnisi-przybysze w ciągu dwóch dekad przekażą mnichom-tubylcom własne doświadczenia, Shaolin otrzyma wszystkie przychody przejętych klasztorów z biletów, turystyki i sprzedaży dewocjonaliów.


   Podobne kroki opat zamierza poczynić także na rynku amerykańskim, który zresztą podbił objazdowym Shaolin Show. 'To już utrata twarzy. Chiny, wygląda na to, że na twoim ciele pojawił się wrzód! - grzmiał bloger Zhaomu.

 

Toaleta klasy lux

 

Klasztor całkiem nieźle orientuje się też w prawie autorskim, praktycznie nieobecnym w ChRL. Choć w samym Państwie Środka można napić się piwa shaolin, popić shaolin colą, paląc przy tym papierosy shaolin, to klasztor walczy z podobnymi praktykami na świecie. Przed czterema laty – jak podawała agencja Xinhua – rozpoczął starania o zastrzeżenie marki w ponad 80 krajach świata.


   Ekspansja to jedno, a przyciągnięcie turystów to drugie. Zwłaszcza gdyby to byli turyści z górnej półki. W 2008 roku chińskie media obiegła wiadomość o kolejnej inwestycji przeora Shi: dwóch toaletach klasy lux o powierzchni 150 mkw. wyposażonych m.in. w telewizory LCD i elegancko ubraną ekipę sprzątającą. Koszt? 3 mln juanów (1,3 mln zł). Mnisi, których obowiązują śluby ubóstwa, mogą nigdy nie wstąpić do przybytku, ale za to opat przyrzekł, że ustęp w cenie rolls-royce'a będzie dostępny za darmo.


   Co innego kadzidełka, które powinno się spalić, aby oczyścić duszę przed wejściem do świątyni. 'Za jedno duże kadzidło kazali mi zapłacić 6 tys. juanów (2,5 tys. zł)' – skarży się interanuta o nicku 954615766 na jednym z forów internetowych.


   To nie wszytsko: młodzi adepci kung-fu mogą w klasztorze wynająć osobistego trenera.


   - Mnisi z Shaolin już od dawna nie praktykują prawdziwego kung-fu, robią to tylko dla pieniędzy – gorzko komentował na łamach Zhongguo Ribao urodzony w pobliżu zespołu klasztornego Sun Yuchun.


   Przed miesiącem strona internetowa monasteru została zaatakowana przez hakerów. 'Shi Yongxinie, złoczyńcu Shaolin, niech cię peikło pochłonie' – głosiła wiadomość.


   Władze Shaolin zdają się nie przejmować krytyką. Sam Shi twierdzi, że dochody, jakie osiąga klasztor, służą Buddzie, zaś światynia musi się dostosować do globalizacji, inaczej straci wpływy w modernizującym się świecie. Młody las (tyle znaczy 'shao lin' po chińsku) rośnie zatem na chwałę Chin.

 

   współpraca Karolina Kupińska

 

Poniżej reprodukcja tego artykułu: 

   

Shaolin

  Shaolin

   

   W omówionym artykule zamieszczono kolorową fotografię ze znamiennym podpisem: "Opat klasztoru Shaolin zmienił duchowe centrum Chin w międzynarodową korporację. To cyrk – mówią jedni. Nieunikniony skutek modernizacji – replikują inni".


   Fotografia ta przedstawia dwóch mnichów z klasztoru Shaolin w trakcie komercyjnego pokazu umiejętności, które mają już więcej elementów akrobatycznych niż ze sztuki walki wręcz.


   Podane źródło fotografii: Reuters/Forum.

 

 




Użyte tu fotografie i teksty należą do właściciela tej strony.
Kopiowanie lub wykorzystywanie jakichkolwiek fotografii
lub fragmentów tekstu bez pisemnej zgody właściciela strony jest zabronione.
Naruszenie tych praw w razie ujawnienia grozi odpowiedzialnością cywilną i karną.
Odwiedzin:
3027100
 realizacja: =weBZet=  telefon/phone: [48] 22 615-71-46 e-mail:ryszard.murat@gmail.com